Mówiono, że alkohol pozwala się uspokoić po robocie, gdy człowiek jest rozedrgany po długim spektaklu. To pułapka. Jedni piją w samotności, drudzy biorą leki na sen czy sięgają po inne środki, a rano trzeba biec do pracy… Jest dużo możliwości szkodliwych i destrukcyjnych zachowań. Ja pewnego dnia powiedziałem sobie: mam problem. Poszedłem na terapię — opowiadał.
Zobacz też: Jan Frycz nie żyje
Z tą chorobą mierzył się Jan Frycz. Mówił o “pułapce”
Jan Frycz nie żyje, fot. KAPIF
Przełomowa decyzja i wsparcie najbliższych
Decyzja o rozpoczęciu leczenia okazała się przełomowa. Aktor zrozumiał, że bez specjalistycznej pomocy i zmierzenia się z własnymi słabościami nie zdoła zatrzymać destrukcyjnego mechanizmu.
Kluczowa w procesie wychodzenia z
nałogu okazała się nie tylko terapia, ale również ogromne wsparcie ze strony najbliższych. Dzięki konsekwencji i determinacji artysta zdołał pokonać trudny etap i odzyskać kontrolę nad własnym życiem.